czwartek, 31 lipca 2014

Epilog + podsumowanie

*Oczami Mai Rider*
Minęło 10 lat. Razem z Alexem jesteśmy małżeństwem od trzech lat. Od kilku lat nie widziałam Tomka. Stał się nałogowym palaczem. Jest też dilerem. Pomimo różnicy wieku Julia jest z Louisem. Jutro jest ich ślub. One Direction nie rozpadło się. Moje przyjaciółki z dawnych czasów szkolnych, czyli Agata, Pati i Karo przeprowadziły się razem ze mną i moim mężem do Londynu. Mieszkamy w spokojnej okolicy. Jesteśmy sąsiadkami. Julka też obok mnie mieszka. Agata jest na razie tylko dziewczyną Liama, Pati narzeczoną Nialla, a moja kochana Karo żoną Harrego. Wszystko się ułożyło. Nie wyobrażam sobie lepszego życia. Mieszkam w ślicznej dwu- piętrowej willi. Jestem z zawodu aktorką. Dziwne, c'nie?
- Hej kotku- powiedział mój Alex
- Witaj- odpowiedziałam szczerząc się do chłopaka.
- Idziemy na grilla do Karo?- zapytał i swoimi ślicznymi oczami spojrzał mi prosto w oczy.
- Nigdy nie odpuściłabym sobie takiej imprezki,ale..- odrzekłam- Muszę wyłączyć żelazko!!
Pobiegłam do wspomnianego żelazka. Na szczęście moja ulubiona bluzka nie jest spalona. Uff. Przytuliłam się do żelazka, które mnie spaliło.
- Ałaaa!!- krzyczałam i biegałam po całym parterze.
- Jesteś nienormalna- powiedziała wchodząca do pomieszczenia Julia
- Ale jestem sobą- odparłam i przytuliłam przyjaciółkę. Chwilę później doszła reszta mojej 'rodziny' czyli: Alex, Pati, Karo, Agata, Liam, Zayn, Louis, Niall, Harry i Perrie- jest moją przyjaciółką i żoną Zayna.
- Grupowy rodzinny przytulas i zdjęcie pamiątkowe?- zapytałam, a wszyscy pokiwali głowami. Ustawiłam samowyzwalacz i ustawiłam się do rodzinnego zdjęcia.
- Seeer!- powiedzieliśmy grupowo, a aparat zrobił zdjęcie. Nawet, jeśli jest źle, pamiętaj o tym, że:

Zawsze jeszcze jest Nadzieja
________________________________________________
A teraz druga część czyli podsumowanie:
Blog prowadzony
 od 6.12.2013
do 31. 07. 2014
Obserwatorzy: 11
Wyświetlenia: 7600 ( o 8:41)
Posty: 53
Komentarze: 206

________________________________________________-
Jeszcze kilka słów ode mnie:
Bardzo dziękuję za czytanie mojego bloga. Ten blog był moją nadzieją podczas trudnych chwil, wszyscy którzy to czytali są moimi przyjaciółmi- chociaż prawie wszystkich nie znam, jesteście świetni
Każda historia musi się kiedyś skończyć. Mam nadzieję, że czytanie tego bloga nie było aż takie złe. 
Jeśli chociaż raz czytałaś (chyba czytały to tylko dziewczyny) ten blog, zostaw ostatni komentarz dotyczący tej historii. Proszę i dziękuję za czytanie. Jesteście świetni. 

niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 40.

- Musisz żyć! Nie umieraj!!Chyba się tak nie poddasz?!- krzyczałem. Linia była prosta.
- Zrób to dla mnie!!!
W tym właśni momencie najprostsza i najrówniejsza linia na świecie zaczęła się wykrzywiać. Jej serce wracało do normalności. Ona wracała. Złapałem ją za rękę. Cicho powiedziałem:
- Proszę, zostań


Jej dłoń drgnęła. Po chwili dotknęła ręką mojej ręki. Spojrzałem na jej twarz. Powieki miała nadal zamknięte. W końcu powoli zaczęła je otwierać. Zobaczyła mnie i się uśmiechnęła.
- Miałam dziwny sen- powiedziała
- Opowiadaj- odparłem, wsłuchując się w każde jej słowo.
*oczami Mai*
Opowiedziałam mu cały sen. Zaczęłam od kłótni z Tomkiem aż do teraz. Jego mina była zdziwiona, po chwili się wyszczerzył i powiedział:
- To nie był sen.
- Dziękuję za uratowanie życia. Może to wyda się dziwnie ale zanim się obudziłam słyszałam jak coś mówiłeś- uśmiechnęłam się szczerze
- Mówiłem do ciebie. Ty to masz szczęście.- powiedział
- Chyba będziesz mnie tak ratował do końca życia- rzuciłam, a blondyn przytaknął.

Nagle urządzenia do których byłam podpięta zaczęły piszczeć, a ja opadłam na pościel....
_____________________________________________________________

Heej!
Dodałam rozdział troszkę szybciej jak widać :P
Jeszcze tylko epilog i koniec. Ale od września nowy blog ;*
Komentujcie


piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 39.

Doszłam tam bardzo szybko. Jak na moje tempo chodzenia oczywiście :D. Usiadłabym przy barierce, ale jej nie było więc usiadłam z boku tylko dlatego, żeby nie rozjechało mnie żadne auto. Kątem okaz zobaczyłam zbliżającą się postać. To z pewnością był Tomek. Jeszcze tego tu brakowało...
Podszedł do mnie, a ja w tej samej chwili wstałam.
- Maja...- powiedział, ale nie pozwoliłam mu skończyć
- Czego?- syknęłam
- Już nie pamiętasz jak byliśmy najlepszymi przyjaciółmi? Na zawsze?- zapytał
- Tsssa, NA ZAWSZE. - odparłam sarkastycznym tonem i zrobiłam w powietrzu cudzysłów.

- A no tak, zapomniałabym. Jak tam z Moniką?- zapytałam przesłodzonym głosem.
- Nic mnie z nią nie łączy!- krzyknął, a ja starałam się jakoś uciec. Niestety za każdym razem odcinał mi drogę.
- Odczep się i daj mi przejść- powiedziałam na tyle głośno, żeby usłyszał, po czym go odepchnęłam. Prawie stracił równowagę ale zbyt szybko ją odzyskał i popchnął mnie. Próbowałam zachować równowagę, ale na marne. Spadłam. Zobaczyłam zdezorientowanego Tomka i Alexa biegnącego w moją stronę. Z głośnym pluskiem wylądowałam w wodzie.



- NIE UMIEM PŁYWAĆ!!!- krzyczałam ale moje ciało zatapiało się w wodzie. Zobaczyłam kogoś wskakującego do wody i ..... nie wiem co było dalej.
*Dwie minuty wcześniej, oczami Alexa*
Postanowiłem przejść się na krótki spacer. Wchodziłem na most i zobaczyłem Maję odpychającą jakiegoś chłopaka. Przyjrzałem mu się. To był ten Tomek o którym gadała Maja. Ten skończony idiota. Nagle Tomek popchnął Maję w stronę krawędzi i patrzył jak traci równowagę i wpada do wody, Byłem pięćdziesiąt metrów od nich. Pobiegłem i usłyszałem wołanie dziewczyny. Nie zastanawiając się skoczyłem za nią do lodowatej wody. Nigdzie jej nie było. Starałem się ją znaleźć ale nigdzie jej nie było. Jest! Była prawie na dnie. Podpłynąłem do niej i wypłynąłem wraz z nią na powierzchnię. Do brzegu było kilkanaście metrów. Resztkami sił dopłynąłem do wybrzeża i położyłem nieprzytomną Maję możliwie najdalej od wody. Wyjąłem telefon z kieszeni. Na szczęście jest wodoodporny. Zadzwoniłem na pogotowie. Przyjechali po dziesięciu minutach. Zabrali ją do szpitala. Wyjątkowo pozwolili mi z nią jechać. 
Lekarz powiedział, że stan Mai jest bardzo ciężki. Gdy w końcu pozwolono mi ją zobaczyć, wszedłem na salę i zobaczyłem nieprzytomną dziewczynę podpiętą do różnych kabelków. Spojrzałem na wykres pracy serca. Cienka linia stawała się prosta. 


_____________________________________________________________
Hejooo!
Już niedługo koniec tej historii :)
Wszystko zależy od ostatniego rozdziału i epilogu :D
Jak wy byście zakończyli tego bloga??
Piszcie
Do nexta

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 38.


Po skończonej 'głupawce' postanowiłam usiąść i się ogarnąć. Było to nie lada wyzwaniem. Spojrzałam na chłopaka. Gapił się na mnie. Lustrowaliśmy się wzrokiem przez dłuższą chwilę, dopóki nie zrobiło mi się zimno. Nie miałam swetra. Genialnie (-,-). Zapatrzyłam się na oponę bujającą się w prawo i lewo. Nagle poczułam na sobie koszulę chłopaka. Poczułam ciepło.

- Dziękuję- odparłam i uśmiechnęłam się
- Nie ma za co- odpowiedział blondyn. Dopiero teraz się przyjrzałam. Był bez koszuli. No tak idiotko! Przecież dał ci swoją koszulę!- powiedziało moje drugie ja. Awww, ten jego tors! Nie myśl o tym! Znowu zaczęłam wewnętrzną kłótnię z samą sobą. Nim się zorientowałam, zaczęło grzmieć i padać. W oddali ujrzałam pierwsze błyskawice. Były coraz bliżej.
 Gdy zobaczyłam, że właśnie uderzyła dosyć blisko nas, wstałam.
- Idziemy?- zapytał Alex, stojący przy lekko spłoszonych koniach.
- Poprawka: jedziemy- powiedziałam odwiązując konia. Zarówno ja, jak i chłopak w dosyć szybkim tempie wsiedliśmy na konie i pojechaliśmy w stronę stadniny. Chyba nigdy nie byłam bardziej mokra. Podczas jazdy śmiałam się wniebogłosy. Byłam szczęśliwa. Płomień lekko się przestraszył pioruna i stanął dęba, zrzucając mnie przy okazji. Wpadłam do błota. Zaraz obok mnie znalazł się mój towarzysz, pytając czy nic mi nie jest. Jak zawsze byłam lekko wściekła ale starałam się tego nie okazywać. To nie jego wina. Wymusiłam uśmiech i wstałam  z  ziemi przewracając się.
- Może pomogę?- blondyn był widocznie rozbawiony. Podał mi rękę, a ja ją złapałam i w końcu udało mi się wstać. Wsiadłam na konia i bezpiecznie dojechałam do stadniny. Odprowadziłam konia do boksu. Wzrokiem zaczęłam szukać Alexa. Nie było go. Ktoś (czyt. Alex) zaszedł mnie od tyłu i zaczął łaskotać. Oberwał w głowę moją torebką, po czym ruszyliśmy w stronę ośrodka. Szliśmy bardzo powoli śmiejąc się i opowiadając różne historie. Nigdy nie podejrzewałam, że Alex może być takim fajnym chłopakiem. Jeszcze kilka dni temu była taki skryty, a teraz? Całkiem normalnie idzie chodnikiem i śmieje się razem z dziewczyną jakby znali się od dziecka. Po wielu minutach śmiechu doszliśmy do ośrodka. Alex odprowadził mnie aż pod drzwi, po czym pożegnaliśmy się przytuleniem i każdy z nas poszedł do siebie. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżamę i zasnęłam czytając książkę pt. Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa.


*następny dzień*

Obudziłam się dzięki promieniom słońca świecącym prosto na mnie. Przetarłam zaspane oczy i zaczęłam poranne poszukiwania telefonu. Leżał pod łóżkiem. Przynajmniej jego część. Obudowę znalazłam na stole, a baterię na dywanie. Wstałam i poszłam do łazienki. Później poszłam do garderoby. Po baaaardzo długim zastanawianiu się (czujecie ten sarkazm?) wybrałam i założyłam to:

Do tego białe Conversy. Byłam zadowolona ze swojego wyglądu. Wyszłam z pokoju, zamykając drzwi i poszłam na spacer. Droga na dwór zajęła mi kilkanaście minut, bo winda była zepsuta i właśnie teraz ją naprawiano. Byłam wręcz wściekła. Nienawidzę chodzić schodami. Gdy w końcu wyszłam na dwór, udałam się w stronę zapomnianego mostu, obok którego wczoraj przechodziłam z Alexem. ________________________________
Hej! Jeszcze tylko 2 rozdziały i epilog ;)
Proszę o komentarze ;))

niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział 37.

Poszłam spać bardzo szybko. Jakimś sposobem nie miałam ochoty na nic.
*rano*
Obudziłam się o 6:28. Ta moja punktualność. Jestem wielka. Zjadłam śniadanie i ubrałam się w strój jeździecki od chłopaków. Pasował idealnie. Skąd oni to wiedzą? W każdym razie jak to zwykle ja, zamyśliłam się i nim się spostrzegłam była 7:40. Wybiegłam z pokoju zakluczowując go. Idealnie zdążyłam. Jak już kiedyś wspominałam, mam idealne wręcz wyczucie czasu. Poszłam szukać mojego konia. Gdy go znalazłam, po prostu założyłam mu siodło i uzdę (jeśli chodzi o konie to nwm jak to się nazywa~ od aut.) i najzwyczajniej w świecie zaczęłam jeździć. Mój 'trener' zaproponował mi spróbowanie sił w skokach przez przeszkody, byłam lekko zestresowana. Udało się!

Wykonałam mój pierwszy skok na koniu!! Yeahh. Jak zawsze, gdy spojrzałam na zegarek, okazało się, że jest już 12:30. Wybiegłam ze stadniny. Umiem nieźle biegać. Po dwóch minutach byłam w domu. Wzięłam szybki prysznic i założyłam wcześniej przygotowane ubranie.

12:50. O cholera! Oczywiście sprintem dobiegłam do ustalonego miejsca. Alex już tam stał.Było mu widocznie do śmiechu, widząc mnie w opłakanym stanie. No trudno. Przywitaliśmy się i poszliśmy po konie. 

\- To gdzie jedziemy?- zapytałam
- W moje ulubione miejsce- odparł blondyn i uśmiechnął się szczerze
Gdy już wsiedliśmy na nasze ''konieły'' pojechaliśmy przez jakieś pola. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Chyba. Było pięknie. Nie umiałam uwierzyć, że cały czas jesteśmy w Polsce.





Genialnie wręcz. Alex wykonał gest dłońmi, co oznaczało 'schodzimy z koni' albo 'stop'. W każdym razie załapałam i  zeszłam z Płomienia. Mój znajomy zrobił to samo ale przy okazji przywiązał nasze konie do rosnącego najbliżej drzewa. Rozłożył koc i usiedliśmy.
- Jak odkryłeś to miejsce?- zapytałam, przerywając niezręczną ciszę między nami.
- Przypadkowo. Gdy miałem może 10 lat, jeździłem na kucyku. Spadłem z niego, bo się  spłoszył. Zacząłem go szukać. Spadł w tą przepaść.
- Przykro mi nie wiedziałam.
- Nic takiego się nie stało- uśmiechnął się i spojrzał na mnie swoimi oczami. Ciekawe czemu akurat tu przyjechaliśmy.
- Pewnie chciałabyś wiedzieć, czemu cię tu zabrałem?- pokiwałam głową odpowiadając na jego pytanie.
- Czuję, że coś nas łączy. Nie mówię tu o jakieś miłości czy czymś takim, tylko o dobra nie wiem. Przepraszam- lekko się zaczerwienił.
- Nie przepraszaj- uśmiechnęłam się. Moją uwagę przykuła opona wisząca na sznurze przywiązanym do drzewa. - Skąd ona się tu wzięła?
- To akurat moja robota. Pobujaj się, jeśli chcesz
- No pewnie!!- wyszczerzyłam się do chłopaka i podeszłam do liny. była w miarę mocna. Usiadłam i zaczęłam się bujać śmiejąc się jednocześnie.
 

(Uznajmy, że w tle jest przepaść)
__________________________________________________________
Hej!
Czemu rozdział? Postanowiłam zakończyć tego bloga do końca lipca. Proszę o nie mordowanie :D W tej historii nie ma już takiego sensu. Nie wiem co mogłoby być dalej. Bloga zakończę po 40 rozdziałach epilogiem. Proszę o komentarze.
PS: Dobra wiadomość: Od września zamierzam pisać na tym blogu nową historię (również z 1D)
Pozdrawiam :*