niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział 37.

Poszłam spać bardzo szybko. Jakimś sposobem nie miałam ochoty na nic.
*rano*
Obudziłam się o 6:28. Ta moja punktualność. Jestem wielka. Zjadłam śniadanie i ubrałam się w strój jeździecki od chłopaków. Pasował idealnie. Skąd oni to wiedzą? W każdym razie jak to zwykle ja, zamyśliłam się i nim się spostrzegłam była 7:40. Wybiegłam z pokoju zakluczowując go. Idealnie zdążyłam. Jak już kiedyś wspominałam, mam idealne wręcz wyczucie czasu. Poszłam szukać mojego konia. Gdy go znalazłam, po prostu założyłam mu siodło i uzdę (jeśli chodzi o konie to nwm jak to się nazywa~ od aut.) i najzwyczajniej w świecie zaczęłam jeździć. Mój 'trener' zaproponował mi spróbowanie sił w skokach przez przeszkody, byłam lekko zestresowana. Udało się!

Wykonałam mój pierwszy skok na koniu!! Yeahh. Jak zawsze, gdy spojrzałam na zegarek, okazało się, że jest już 12:30. Wybiegłam ze stadniny. Umiem nieźle biegać. Po dwóch minutach byłam w domu. Wzięłam szybki prysznic i założyłam wcześniej przygotowane ubranie.

12:50. O cholera! Oczywiście sprintem dobiegłam do ustalonego miejsca. Alex już tam stał.Było mu widocznie do śmiechu, widząc mnie w opłakanym stanie. No trudno. Przywitaliśmy się i poszliśmy po konie. 

\- To gdzie jedziemy?- zapytałam
- W moje ulubione miejsce- odparł blondyn i uśmiechnął się szczerze
Gdy już wsiedliśmy na nasze ''konieły'' pojechaliśmy przez jakieś pola. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Chyba. Było pięknie. Nie umiałam uwierzyć, że cały czas jesteśmy w Polsce.





Genialnie wręcz. Alex wykonał gest dłońmi, co oznaczało 'schodzimy z koni' albo 'stop'. W każdym razie załapałam i  zeszłam z Płomienia. Mój znajomy zrobił to samo ale przy okazji przywiązał nasze konie do rosnącego najbliżej drzewa. Rozłożył koc i usiedliśmy.
- Jak odkryłeś to miejsce?- zapytałam, przerywając niezręczną ciszę między nami.
- Przypadkowo. Gdy miałem może 10 lat, jeździłem na kucyku. Spadłem z niego, bo się  spłoszył. Zacząłem go szukać. Spadł w tą przepaść.
- Przykro mi nie wiedziałam.
- Nic takiego się nie stało- uśmiechnął się i spojrzał na mnie swoimi oczami. Ciekawe czemu akurat tu przyjechaliśmy.
- Pewnie chciałabyś wiedzieć, czemu cię tu zabrałem?- pokiwałam głową odpowiadając na jego pytanie.
- Czuję, że coś nas łączy. Nie mówię tu o jakieś miłości czy czymś takim, tylko o dobra nie wiem. Przepraszam- lekko się zaczerwienił.
- Nie przepraszaj- uśmiechnęłam się. Moją uwagę przykuła opona wisząca na sznurze przywiązanym do drzewa. - Skąd ona się tu wzięła?
- To akurat moja robota. Pobujaj się, jeśli chcesz
- No pewnie!!- wyszczerzyłam się do chłopaka i podeszłam do liny. była w miarę mocna. Usiadłam i zaczęłam się bujać śmiejąc się jednocześnie.
 

(Uznajmy, że w tle jest przepaść)
__________________________________________________________
Hej!
Czemu rozdział? Postanowiłam zakończyć tego bloga do końca lipca. Proszę o nie mordowanie :D W tej historii nie ma już takiego sensu. Nie wiem co mogłoby być dalej. Bloga zakończę po 40 rozdziałach epilogiem. Proszę o komentarze.
PS: Dobra wiadomość: Od września zamierzam pisać na tym blogu nową historię (również z 1D)
Pozdrawiam :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz