wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 38.


Po skończonej 'głupawce' postanowiłam usiąść i się ogarnąć. Było to nie lada wyzwaniem. Spojrzałam na chłopaka. Gapił się na mnie. Lustrowaliśmy się wzrokiem przez dłuższą chwilę, dopóki nie zrobiło mi się zimno. Nie miałam swetra. Genialnie (-,-). Zapatrzyłam się na oponę bujającą się w prawo i lewo. Nagle poczułam na sobie koszulę chłopaka. Poczułam ciepło.

- Dziękuję- odparłam i uśmiechnęłam się
- Nie ma za co- odpowiedział blondyn. Dopiero teraz się przyjrzałam. Był bez koszuli. No tak idiotko! Przecież dał ci swoją koszulę!- powiedziało moje drugie ja. Awww, ten jego tors! Nie myśl o tym! Znowu zaczęłam wewnętrzną kłótnię z samą sobą. Nim się zorientowałam, zaczęło grzmieć i padać. W oddali ujrzałam pierwsze błyskawice. Były coraz bliżej.
 Gdy zobaczyłam, że właśnie uderzyła dosyć blisko nas, wstałam.
- Idziemy?- zapytał Alex, stojący przy lekko spłoszonych koniach.
- Poprawka: jedziemy- powiedziałam odwiązując konia. Zarówno ja, jak i chłopak w dosyć szybkim tempie wsiedliśmy na konie i pojechaliśmy w stronę stadniny. Chyba nigdy nie byłam bardziej mokra. Podczas jazdy śmiałam się wniebogłosy. Byłam szczęśliwa. Płomień lekko się przestraszył pioruna i stanął dęba, zrzucając mnie przy okazji. Wpadłam do błota. Zaraz obok mnie znalazł się mój towarzysz, pytając czy nic mi nie jest. Jak zawsze byłam lekko wściekła ale starałam się tego nie okazywać. To nie jego wina. Wymusiłam uśmiech i wstałam  z  ziemi przewracając się.
- Może pomogę?- blondyn był widocznie rozbawiony. Podał mi rękę, a ja ją złapałam i w końcu udało mi się wstać. Wsiadłam na konia i bezpiecznie dojechałam do stadniny. Odprowadziłam konia do boksu. Wzrokiem zaczęłam szukać Alexa. Nie było go. Ktoś (czyt. Alex) zaszedł mnie od tyłu i zaczął łaskotać. Oberwał w głowę moją torebką, po czym ruszyliśmy w stronę ośrodka. Szliśmy bardzo powoli śmiejąc się i opowiadając różne historie. Nigdy nie podejrzewałam, że Alex może być takim fajnym chłopakiem. Jeszcze kilka dni temu była taki skryty, a teraz? Całkiem normalnie idzie chodnikiem i śmieje się razem z dziewczyną jakby znali się od dziecka. Po wielu minutach śmiechu doszliśmy do ośrodka. Alex odprowadził mnie aż pod drzwi, po czym pożegnaliśmy się przytuleniem i każdy z nas poszedł do siebie. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżamę i zasnęłam czytając książkę pt. Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa.


*następny dzień*

Obudziłam się dzięki promieniom słońca świecącym prosto na mnie. Przetarłam zaspane oczy i zaczęłam poranne poszukiwania telefonu. Leżał pod łóżkiem. Przynajmniej jego część. Obudowę znalazłam na stole, a baterię na dywanie. Wstałam i poszłam do łazienki. Później poszłam do garderoby. Po baaaardzo długim zastanawianiu się (czujecie ten sarkazm?) wybrałam i założyłam to:

Do tego białe Conversy. Byłam zadowolona ze swojego wyglądu. Wyszłam z pokoju, zamykając drzwi i poszłam na spacer. Droga na dwór zajęła mi kilkanaście minut, bo winda była zepsuta i właśnie teraz ją naprawiano. Byłam wręcz wściekła. Nienawidzę chodzić schodami. Gdy w końcu wyszłam na dwór, udałam się w stronę zapomnianego mostu, obok którego wczoraj przechodziłam z Alexem. ________________________________
Hej! Jeszcze tylko 2 rozdziały i epilog ;)
Proszę o komentarze ;))

2 komentarze: